Kincaid włączył napęd na cztery koła i zjechał na boczną drogę...

Serwis wyszukanych fraz

Jeśli ten drugi nie umie ci o sobie opowiedzieć, nie możesz być pewien, że nie chce cię zabić.


- Pałkarze założyli blokady na wszystkich drogach prowa­dzących z Lhasy, w regularnych odstępach. Kipią ze złości. Prawdopodobnie na posterunku kontrolnym okręgu Lhadrung czeka już na nas specjalny komitet powitalny. Tak więc musi­my zrobić objazd.
Prowadził brawurowo na wyboistej drodze, jadąc w stronę zachodzącego słońca. Nagle się zatrzymał. Przed nimi, w od­dali, migotały światła doliny Lhadrung.
- Moglibyśmy wrócić, wiesz - oświadczył Shanowi ze zna­czącym spojrzeniem.
- Wrócić?
- Do Lhasy. Posterunki kontrolują pojazdy, które opusz­czają miasto, nie te, które wjeżdżają. Moglibyśmy to zrobić. Jesteś zbyt cenny, żeby wracać do obozu, kiedy to się skończy. Tak dużo wiesz. Mogę ci pomóc.
- W jaki sposób? - Shan czuł na szyi khatę Amerykanina.
- Porozmawiam z Jansenem. Uspokoimy go. Do diabła, on sam będzie chciał tygodniami drążyć, co wiesz. Zna ludzi, któ­rzy mogą cię wydostać z tego kraju.
- Ale pułkownik Tan... I jeśli dyrektor Hu... - zaprotesto­wała Fowler.
- Do diabła, Rebecca, oni nie wiedzą, że Shan jest z nami. On po prostu zniknie. Mogę usunąć ten tatuaż. Widziałem, jak się to robi. Mógłbyś być wolnym człowiekiem.
Wolnym człowiekiem. Te słowa były dla Shana tylko pu­stym dźwiękiem. Było to pojęcie, w którym Amerykanie wy­dawali się rozmiłowani, ale którego on sam nigdy nie zrozu­miał. Być może dlatego, pomyślał, że nigdy nie znał wolnego człowieka. Zsunął khatę z szyi.
- To miło z pana strony. Ale jestem potrzebny w Lhadrung. Proszę po prostu odwieźć mnie do Nefrytowego Źródła.
Kincaid spostrzegł szal w dłoniach Shana i rozczarowany pokręcił głową.
- Zatrzymaj to - powiedział z podziwem w głosie, odsuwa­jąc khatę. - Będziesz tego potrzebować, kiedy wrócimy do Lhadrung.
 
ROZDZIAŁ 17 
Pułkownik Tan przenosił wzrok w tę i z powrotem od kart­ki leżącej na biurku do trzymanej w ręce, jak gdyby czytał obie wiadomości jednocześnie. W faksie z Hongkongu panna Lihua informowała, że stara się zarezerwować sobie lot po­wrotny, tymczasem zaś chce potwierdzić, że osobista pieczęć prokuratora Jao istotnie została skradziona mniej więcej przed rokiem. Złodzieja nie aresztowano, choć był to jeden z tych drobnych aktów sabotażu, w jakich celowali mnisi i inni chu­ligani kulturowi. Wykonano nową pieczęć i wysłano zawiado­mienie o kradzieży do banku Jao.
Pani Ko donosiła, że zasięgnęła informacji w Ministerstwie Rolnictwa w Pekinie i dotarła tam do człowieka nazwiskiem Deng, który odpowiada za archiwizację zezwoleń na korzy­stanie z zasobów wodnych. Deng wiedział, kim był prokura­tor Jao; rozmawiali przez telefon na tydzień przed jego śmier­cią, wyjaśniała. Podczas pobytu prokuratora w Pekinie mieli się spotkać w restauracji “Bambusowy Most”.
- Tak więc jakiś mnich ukradł pieczęć Jao i zdobył kostium. Może Sungpo, może któryś z pozostałych czterech - stwier­dził Tan.
- Dlaczego akurat osobistą pieczęć? - zapytał Shan. - Sko­ro już zadał sobie ten trud i chciał przysporzyć rządowi kłopo­tów, dlaczego nie ukradł jego pieczęci służbowej?
- Poszedł na łatwiznę. Korzystając z okazji, zakradł się do biura przez otwarte drzwi albo okno, i pierwszą rzeczą, jaką znalazł, była ta osobista pieczęć. Potem wystraszył się i ucie­kł. Panna Lihua twierdzi, że to był mnich.
- Nie wydaje mi się. Ale nie o to chodzi. - Shan przyłapał się na tym, że wygląda przez okno na ulicę, na pół oczekując, że zobaczy ciężarówkę pałkarzy przybywających, by go zaaresz­tować. Stał tam jednak tylko pusty samochód oficera, który przywiózł go do miasta. Pałkarze w Lhasie wiedzieli, kim jest. Ale nie przychodzili po niego. Jakie otrzymali rozkazy? Po prostu wypłoszyć go z Lhasy? Sprzątnąć go, gdyby udało się go pochwycić poza zasięgiem władzy Tana?
- Co macie na myśli?
Shan odwrócił się z powrotem w stronę Tana.
- Istotne jest to, że dyrektor Urzędu do spraw Wyznań kłamał. Powiedział nam, że wszystkie kostiumy są zinwenta­ryzowane. Mówił, że to sprawdzał.
- Ktoś w muzeum mógł go okłamać - podsunął Tan.
- Nie. Pani Ko dowiadywała się o to dziś rano. Nikt nawet nie dzwonił tam w sprawie kostiumów.

Cytat

Ab omni lege necessitas exempta est - konieczność uwalnia od (szanowania) wszelkiego prawa.

Meta